Muse - Black Holes And Revelations [2006]- Ilość części 1
- Całkowity rozmiar 62.1 MB
- Data dodania 2011-10-31 04:24:17
1. Take A Bow
2. Starlight
3. Supermassive Black Hole
4. Map Of The Problematique
5. A Soldier's Poem
6. Invincible
7. Assassin
8. Exo Politics
9. City Of Delusion
10. Hoodoo
11. Knights Of Cydonia
Do tej pory Muse byli zawsze porównywani do Radiohead i najczęściej tą rywalizację przegrywali. Pozycja Świętych Krów z Oxfordu wywalczona albumem "OK Computer" wydawała się niezagrożona. Tymczasem Muse pomału, acz konsekwentnie z każdym albumem wspinali się coraz wyżej. W końcu podają nam na tacy album, który jest niemal doskonały. Kto wie czy teraz role się nie odwrócą i to nie Radiohead będzie porównywane do tria z Devon? Rywalizacja niewątpliwie bardzo się zaostrzyła.Słucham "Black Holes And Revelations" i nie mogę wyjść z podziwu dla konsekwencji z jaką Matt Bellamy i jego koledzy pracowali nad swoim własnym style, by w końcu nagrać TAKI album. Stanowią oni dla mnie dowód na to ile jest w stanie wskórać ambicja i pracoholiczna pasja do tworzenia. Co tak bardzo mnie urzekło w najnowszym dziele Muse? Doskonałe, wręcz Arystotelesowskie, proporcje. Wszystkiego jest dokładnie tyle, ile powinno być. "Black Holes And Revelations" przypomina pod tym względem znakomicie przyrządzony stek: nie za krwisty a jednocześnie soczysty, nie twardy a jednak zamiast do żucia nadający się do gryzienia. Każdy, kto choć raz smażył stek wie jak trudna to sztuka.Muse znani są od zawsze ze swojej koncepcji łączenia elektroniki z gitarowym rockiem. Tym albumem udowadniają, że ten trudny temat opanowali do perfekcji. Syntezatory, samplery, perkusja i gitara grają tu w jednej drużynie, która - tym razem porównanie futbolowe - przypomina bardziej Włochów niż Brazylijczyków. Żaden z instrumentów nie zgłasza aspiracji do zagłuszenia pozostałych. Współgrają doskonale. Kolejnym elementem, który każe mi zdjąć czapkę przez Muse A.D. 2006 jest różnorodność i bezustannie zmieniający się klimat płyty, dzięki któremu możemy posłuchać utworów nawet tak spokojnych jak akustyczny "Soldier's Poem" a niedługo potem pełnego energii, żeby nie powiedzieć: agresji, "Assassin". (Najlepszy przykład stanowi tu chyba "Invincible", którego klimat zmienia się w ciągu 5 minut z melancholijnego acz bezpretensjonalnego w o wiele bardziej intensywny, w którym do roboty zaprzęgnięta zostaje elektronika.) Muzycy doprawdy doskonale dozują brzmienia wszystkich intrumentów, ba! nawet poziom emocji - kolejność utworów także wydaje się być doskonale przemyślana. Mamy tu zatem wszystko: przesterowane gitary, syntezatory, samplery, żywą perkusję, trąbki (tak,tak!) i charakterystyczny głos Bellamy'ego w ilościach jakie miast nudzić są w stanie pozostawić po sobie wyłącznie dobre wrażenie.Ten album to wielkie zwycięstwo Muse i szansa na zmianę na pozycji lidera w wyścigu z Radiohead, którego chyba nigdy nie będą w stanie ostatecznie rozstrzygnąć.